Gdy Elisa po raz pierwszy zobaczyła złotego pytona, który miał stać się jej towarzyszem — nazwała go Lumière — od razu poczuła niezwykłą więź.
Jej drobna sylwetka i łagodny uśmiech sprawiały, że wydawała się najmniej odpowiednią osobą do życia z drapieżnikiem.
A jednak powtarzała: „Jest oswojony. Kocha mnie. Nigdy mnie nie skrzywdzi.” Przez trzy lata żyli razem w spokojnej harmonii.

Aż pewnej nocy wszystko się zmieniło.
Pierwsze oznaki były subtelne. Lumière jadł coraz mniej, w końcu przestał w ogóle. Nocami opuszczał terrarium i kładł się wzdłuż ciała Elisy — głowa przy jej ramieniu, ciało wzdłuż pleców, ogon owinięty wokół kostek. Nieruchomiał, jakby ją mierzył.
W dzień wybierał chłodne miejsca na podłodze, zwłaszcza tam, gdzie dziewczyna chodziła boso. Wpatrywał się w jej klatkę piersiową, śledząc oddechy.
Elisa żartowała:
— Po prostu chce być blisko mnie.
Ale niepokój rósł.
Najbardziej niepokojące były „pocałunki”: Lumière zbliżał się do jej szyi i dotykał skóry rozdwojonym językiem. Elisa śmiała się, choć coraz mniej szczerze.
Pewnej nocy obudziła się z przerażeniem — wąż owinął się wokół jej talii z nienaturalną precyzją. Nie zaciskał, ale jego bezruch był zbyt wyrachowany.
Dziewczyna natychmiast pojechała do doktora Gravesa, specjalisty od gadów.

Weterynarz wysłuchał jej i poważnie powiedział:
— To bardzo niebezpieczne. Pyton, który przestaje jeść i układa się wzdłuż człowieka, nie okazuje uczuć. On ocenia wielkość potencjalnej ofiary. Pości, aby zrobić miejsce w żołądku.
Elisa pobladła.
— Chce pan powiedzieć, że on…
— Tak. Sprawdzał, czy mógłby panią połknąć.
Świat zawirował jej przed oczami.
Następnego dnia oddała Lumière’a do centrum dla gadów. Pogłaskała jego ciepłe łuski po raz ostatni i odeszła.
Miesiąc później zadzwonili:
— Lumière znowu je. Czuje się świetnie.
Elisa w końcu odetchnęła z ulgą. Po raz pierwszy od dawna czuła się naprawdę bezpieczna.