Tamtego dnia jesień wydawała się obca. Deszcz padał przelotnie, zostawiając zimne kałuże w parku. Chmury wisiały nisko.
Mark Wilson szedł powoli. Rano stracił pracę. Wieczorem Laura napisała krótką wiadomość bez wyjaśnień. Świat się skurczył.
Na ławce siedział starszy mężczyzna w znoszonej kurtce. U jego stóp czekały dwa bezdomne psy. Nieco dalej siedziały dwa czujne koty. Nazywał się Edward Blake.

Mark chciał przejść obok, ale zapach czebureków go zatrzymał. Edward podniósł wzrok i uśmiechnął się cicho.
Mark dał każdemu psu czeburek. Psy przyjęły je ostrożnie. Potem złamał dwa ostatnie, wyjął mięso i podał kotom. Koty podeszły i zaczęły jeść.
— Nie lubią ciasta, powiedział Edward. Ale doceniają szczerość.
Mark usiadł obok. Deszcz ustał. Edward opowiedział o pracy przy renowacji budynków w Bristolu i o utracie domu.

— Kiedy się dzielisz, powiedział, świat pamięta twoje imię.
— Mark, odpowiedział.
Siedzieli w ciszy. Zwierzęta były spokojne. Niebo się rozjaśniło. Edward skinął głową.
— Jutro będzie sucho. Wróć.
Mark odszedł lżejszy, choć z pustymi rękami.