Wieczorne metro było pełne typowego gwaru: ludzie trzymali torby przy sobie, znużone twarze patrzyły w przestrzeń, a pasażerowie chwiali się przy każdym hamowaniu.
Ja chciałam tylko wrócić do domu po kolejnej sesji chemii. Całe ciało bolało, kręciło mi się w głowie, ledwo siedziałam. Jedyne wolne miejsce należało do mnie.
Na następnej stacji weszła starsza kobieta. Spojrzała po wagonie, dostrzegła mnie i od razu podeszła z oburzeniem w oczach.
— Taka ta dzisiejsza młodzież! krzyczała. Siedzi jak królowa! Zero szacunku!

Podniosłam wzrok, ale nie miałam siły odpowiadać. Kobieta wyrzucała kolejne obelgi, a pasażerowie patrzyli, milcząc.
— Przepraszam… wyszeptałam. Miałam dziś leczenie… źle się czuję…
Ona prychnęła.
— Leczenie! Wygodna wymówka! Ja też się źle czuję, a stoję!
Wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego.
Młody mężczyzna obok mnie odezwał się stanowczo:
— Dość! Nawet pani nie zapytała, dlaczego siedzi. Wraca po chemioterapii. Widzisz ten szpitalny opaskę?
Wskazał na moją dłoń. Kobieta zbladła.
— Ja… nie wiedziałam… przepraszam…
— Dlatego nie powinno się oceniać pochopnie — odpowiedział spokojnie.
Kobieta spuściła wzrok. Jeden z pasażerów wstał, ustępując mi miejsca.
— Proszę, usiądź.

Podziękowałam. Starsza kobieta wciąż szeptała:
— Przepraszam… pomyliłam się…
Gdy wysiadałam, młody mężczyzna powiedział:
— Dbaj o siebie. Nie wszyscy ludzie są obojętni.
Uśmiechnęłam się po raz pierwszy tego dnia.