Czworo przyjaciół — Mark, Elisa, Thomas i Laura — przyjechali do lasu tylko po to, by odpocząć. Plecaki, wygodne buty, dobrze znana trasa, którą przeszli już wiele razy.
Dzień był spokojny i jasny. Słońce przebijało się przez wysokie drzewa, a powietrze pachniało żywicą i wilgotną ziemią. Szli, rozmawiali, śmiali się i zastanawiali, gdzie najlepiej zrobić przerwę.
Na początku wszystko było jak zwykle.

Po pewnym czasie usłyszeli jednak dziwne dźwięki. Najpierw wydawało im się, że to wiatr albo trzask gałęzi gdzieś w głębi lasu.
Potem dźwięk powtórzył się — ciężkie parskanie, nerwowy oddech, jakby ktoś stał w miejscu i nie mógł się uspokoić. Rozmowy ucichły.
Dźwięk był zbyt blisko.
Powoli ruszyli naprzód i wkrótce zobaczyli ją — konia stojącego na środku wąskiej leśnej ścieżki. Zwierzę przestępowało kopytami, gwałtownie poruszało głową i było wyraźnie przerażone.
Każda próba zbliżenia się kończyła się gwałtownym odskokiem i głośnym parskaniem.
Nikt nie rozumiał, skąd w tak odludnym miejscu wziął się koń.
Wyglądał na zadbanego, ale coś się nie zgadzało. Na jego grzbiecie znajdowało się stare siodło, przypięte pasami zawiązanymi nierówno, jakby w pośpiechu. Gdy Mark podszedł z boku, Elisa nagle zamarła.
Między pasami znajdował się ciemny pakunek. Na początku wyglądał jak worek. Po chwili Laura dostrzegła ludzką dłoń.
Zapadła ciężka cisza.
Thomas spróbował zadzwonić po pomoc, lecz nie było zasięgu. Koń nadal nerwowo się poruszał, jakby chciał zwrócić na siebie uwagę, ale jednocześnie bał się ludzi.
Podmuch wiatru odsłonił fragment materiału, ukazując bladą twarz nieprzytomnego mężczyzny. Na jego skroni widniała zaschnięta krew. Pasy trzymały go nierówno, jakby ktoś działał w panice.
— Ktoś chciał, żebyśmy go znaleźli — wyszeptała Elisa.
W tej samej chwili z głębi lasu dobiegł trzask. Ciężkie, powolne kroki. Nie zwierzęce. Koń gwałtownie się szarpnął.

Zrozumieli, że muszą działać natychmiast.
Mark przeciął pas nożem. Wspólnie zdjęli mężczyznę i położyli go na ziemi. Koń natychmiast się uspokoił i cofnął o kilka kroków, obserwując ich w ciszy.
Dźwięki były coraz bliżej.
Podnieśli nieznajomego i pobiegli w stronę skraju lasu. Gdy byli już niemal na otwartej przestrzeni, Laura odwróciła się.
Koń wciąż stał na ścieżce, zupełnie nieruchomy.
A za nim ktoś powoli znikał między drzewami.