— W poniedziałek się spotkacie i wszystko wyjaśnisz, powiedział Michael spokojnie.
Ale Leo wiedział, że to nie takie proste. Coś było nie tak.
Tego wieczoru wrócił wcześniej. Cisza w mieszkaniu była ciężka i dusząca. Zapalił światło i nagle się zatrzymał.
Drzwi do sypialni były uchylone. Był pewien, że rano je zamknął. Serce zaczęło bić szybciej.
— To bez sensu…
Podszedł bliżej i otworzył drzwi.
Pokój był pusty. Ale uczucie obecności nie znikało. Jakby ktoś dopiero co stamtąd wyszedł.
Na podłodze leżało zdjęcie.
Podniósł je powoli.

Zobaczył siebie… i drugiego mężczyznę. Stali obok siebie i uśmiechali się.
— Nie pamiętam tego…
Jego ręce drżały.
Odwrócił zdjęcie.
„Obiecałeś, że mnie nie zapomnisz.”
Nagle usłyszał dźwięk za sobą. Powolny i wyraźny.
Odwrócił się.
Mężczyzna ze zdjęcia stał w drzwiach.
— W końcu…
— Kim jesteś?
— Naprawdę nie pamiętasz?
Zrobił krok do przodu.
Światło oświetliło jego twarz. I wtedy wszystko wróciło.
Noc. Kłótnia. Krzyk.
— Nie…
— Tak.
— Nie żyjesz…
— A ty byłeś ostatni.
Cisza była przytłaczająca. Leo czuł, jak traci kontrolę.
— Ona cię widziała…
— Zrozumiała szybciej niż ty.
Emma. Jej strach. Ucieczka.
— Czego chcesz?
— Prawdy.
— Nie chcę…
— Nie masz wyboru.
Wspomnienia uderzyły z całą siłą.
Upadek. Cisza. Strach.
— Ja nie chciałem…
— Ale to zrobiłeś.

Leo upadł na łóżko. Był zdruzgotany.
— Co teraz?
— Wybierz.
— Co mam wybrać?
— Kłamstwo… albo prawdę.
Nagle ktoś zapukał mocno.
— Policja! Otwierać!
Leo zamarł.
Spojrzał w górę.
Nikogo nie było.
Tylko zdjęcie.
I słowa, które nie znikały.
„Obiecałeś, że mnie nie zapomnisz.”