W zoo mała dziewczynka bawiła się z wydrą, głaskała ją i śmiała się ze szczęścia. Wszyscy wokół uśmiechali się, wzruszeni tym widokiem, aż nagle podszedł pracownik zoo i powiedział poważnym tonem:
— Natychmiast pokażcie córkę lekarzowi.
Tego dnia rodzina odwiedzała mini zoo, gdzie dzieci mogły nie tylko oglądać zwierzęta, ale też je karmić i dotykać. Dla pięcioletniej Mai to była prawdziwa przygoda.
Od rana podskakiwała z radości, trzymając różowe wiaderko z marchewkami i jabłkami — „dla moich nowych przyjaciół”, mówiła.

Najpierw było cudownie: żółwie, króliki, koźlątka. Maja śmiała się i przytulała zwierzątka. Ale gdy podeszli do wybiegu z wydrami, dziewczynka nagle zamarła.
— Mamo, patrz! Ona płynie do mnie!
Jedna z wydr naprawdę podpłynęła, wspięła się na kamień i wyciągnęła malutkie łapki. Maja przykucnęła, dotknęła mokrego futerka, a zwierzątko przytuliło się do jej kolana.
Wszyscy wokół się uśmiechali, wzruszeni sceną. Maja wyszeptała:
— Jesteś miła, bardzo cię lubię.
Nagle podbiegł opiekun, blady jak ściana.
— Odejdźcie natychmiast! Pokażcie dziecko lekarzowi!

Rodzice zastygli z przerażenia.
— Dlaczego? — zapytał ojciec.
— Ta wydra została dziś rano odizolowana. Czekaliśmy na weterynarza — podejrzenie wścieklizny.
Matka od razu chwyciła Maję i pobiegła do samochodu. Droga do szpitala dłużyła się w nieskończoność.
Po kilku godzinach lekarz wrócił z uśmiechem: wszystko w porządku. Zwierzę było zdrowe.
Matka objęła córkę, łzy płynęły po jej policzkach.
— Nigdy nie zapomnę, jak na ciebie patrzyła.
— To znaczy, że mnie lubiła — powiedziała Maja z uśmiechem. 💛