W głębokiej dolinie, otoczonej przez góry pokryte wieczną mgłą, znajdował się las, którego nikt nie odważył się przekroczyć. Mówiono, że nie jest to zwykły las, lecz żywa istota, która obserwuje każdego, kto do niego wejdzie. W samym jego sercu znajdował się stary most linowy zbudowany z drewna i grubych, starych lin, rozciągnięty nad przepaścią tak głęboką, że nie było widać jej dna.

Młoda dziewczyna o imieniu Lena, zaintrygowana tajemnicą i przyciągana niewytłumaczalnym wewnętrznym impulsem, zdecydowała się wejść do lasu. Już od pierwszych kroków poczuła, że coś jest nie tak. Las był nienaturalnie cichy. Brakowało ptaków, wiatru, nawet najmniejszego szumu liści. Jakby cała przyroda obserwowała ją w milczeniu.
Gdy dotarła do mostu, zatrzymała się na chwilę. Liny wyglądały na stare, ale nie były całkowicie zniszczone. Raczej… żywe. Delikatnie drgały, reagując na jej obecność.
Pierwszy krok zmienił wszystko. Deski zaskrzypiały głucho, a most zaczął się zmieniać. Liny nie pękały gwałtownie — one znikały, jakby ktoś usuwał je z rzeczywistości. Most nie rozpadał się fizycznie, on był wymazywany.

Lena zaczęła biec. Za każdym jej krokiem konstrukcja znikała coraz szybciej, pochłaniana przez mgłę.
Gdy była już prawie na końcu, wszystko runęło. Została zawieszona nad przepaścią, trzymając się jednej cienkiej liny. Cisza była absolutna.
Wtedy z lasu wyszedł słoń.
Nie wyglądał jak zwykłe zwierzę. Jego obecność była spokojna, niemal mistyczna. Jak strażnik czegoś starszego niż sam las. Powoli podszedł do krawędzi.
Wyciągnął trąbę.

W momencie, gdy dotknął dziewczyny, lina przestała się niszczyć. Lena została uniesiona z niewiarygodną delikatnością i postawiona na ziemi.
Kiedy się odwróciła, mostu już nie było.